Bez kategorii

Szlakami czterech rezerwatów czyli test pieszy questu rowerowego

Szlakami czterech rezerwatów czyli test pieszy questu rowerowego
Na naszej stronie mogliście Państwo znaleźć dotąd zaledwie trzy lokalne questy, zatem każdy kolejny jest wydarzeniem i budzi nadzieje na coś ciekawego. Quest to edukacyjna gra terenowa, nowoczesna forma “turystyki z zagadkami”.  Posługując się małą książeczką z wierszowanymi zazwyczaj wskazówkami – współcześnie często dostępną w wersji elektronicznej i wspomaganą aplikacją – przemierzamy  wybraną przez autorów questu trasę, rozwiązujemy zagadki, uzupełniamy hasło…  przy okazji poznając lokalne atrakcje i szlaki turystyczne. Bardzo ucieszyło nas, gdy w połowie lipca mogliśmy poinformować Państwa (TUTAJ), że dzięki partnerstwu Mazowieckiego Zespołu Parków Krajobrazowych, Gminy Miasta Pionki, Gminy Pionki i Nadleśnictwa Kozienice powstał nowy quest, pt. “Szlakami czterech rezerwatów w Puszczy Kozienickiej”. Tym bardziej radzi jesteśmy, że dziś możemy przedstawić Państwu naszą relację z jego przejścia!

No właśnie: przejścia, nie przejechania. Z przyczyn natury organizacyjno-osobistej wybraliśmy (my, tzn. niżej podpisany autor tej relacji z towarzyszką) sprawdzenie questu niezgodnie z sugerowanym sposobem użytkowania, tzn. na piechotę, zamiast poruszając się rowerem. Wiedząc już jednak, jak trasa wygląda, możemy teraz szczerze zarekomendować korzystanie z questu także i w ten sposób: przejście trasy zajęło nam wprawdzie dłużej, niż szacowany przez autorów czas przejazdu na poziomie 3-4 godzin, szliśmy w sumie około 5,5 godziny, ale tego należało się przecież spodziewać, a rekompensowała nam to wygoda i związana z wolniejszym tempem przemieszczania się możliwość cieszenia się większą ilością spostrzeżeń na temat tego, co w puszczy wokół stuka, buczy, śpiewa, galopuje, skrada się, brzęczy i chlupie.

Zatem – w drogę!

Pierwsze spostrzeżenie: punkt wskazany jako start questu odnaleźć jest bajecznie łatwo, Jeśli jedziemy do Pionek od strony Kozienic autobusem, tak jak uczyniliśmy to my, znajduje się on o przysłowiowy rzut beretem od pierwszego przystanku. Jeszcze tylko zdjęcie, które wrzuciliśmy wczoraj na FB Turystycznych Kozienic o godz. 7:18… i ruszamy.   

Jak widać na załączonym obrazku, pierwszym z czterech tytułowych rezerwatów jest – co nie zaskakuje, biorąc pod uwagę miejsce startu – Rezerwat Pionki.

Droga, która nas wita, jest szeroka, solidnie ubita i zapraszająca. Bez obaw: nie jest to na trasie ewenement. Przeciwnie, leśna infrastruktura będzie przez cały czas naszej wyprawy właśnie taka: dobrze utrzymana i oznaczona, przejrzysta i wygodna. Przez większość czasu będziemy iść szerokim szlakiem w słońcu, niewiele będzie zwężeń i miejsc zacienionych. Nam poranna pogoda trafiła się rześka, więc promienie słońca były pożądane, w gorący dzień mogłoby to być zapewne nieco dokuczliwe – cóż to jednak dla turysty!

Tymczasem wędrujemy – zgodnie z wierszowanym opisem – żółtym szlakiem, wśród malowniczych okoliczności przyrody, gdzie z jednej strony  zwrócić na siebie uwagę próbują śpiewające ptaki (reprezentujące, wedle stosownego wersu z questu, aż 120 gatunków żyjących w naszej puszczy), z drugiej zaś oko przyciągają np. widoczne w oddali ule, zaskakuje także miło malownicza leśna kapliczka.

Teren robi się coraz ciekawszy i bardziej urozmaicony, a my trafiamy na pierwszą od momentu startu okazję uzupełnienia luki w questowym tekście, bo o to po naszej prawej – zgodnie z zapowiedzią – wyłania się  opisywany w nim czarny krzyż, o liczbie promieni, której Państwu rzecz jasna tu nie zdradzimy. Na miejscu byłby tu małe wyjaśnienie: zarówno w tym, co Państwu opiszemy, jak i w materiale zdjęciowym, pomijamy wszystko, co mogłoby stanowić tzw. “spojler” do questu. Nie chcemy psuć zabawy i odbierać nikomu radości, jaką dawało nam odkrywanie wszystkich tych puszczańskich sekretów, z taką zręcznością wkomponowanych przez autorów questu w wierszowany tekst!

Przecinamy szosę, a z tekstu dowiadujemy się, że kilka z widzianych przez nas gatunków drzew tutaj właśnie sięga granic swojego północnego zasięgu na Mazowszu. “Kiedy dojazd 206 z lewej się wyłoni…” zapowiadają autorzy – i rzeczywiście. Skrzętnie wypełniamy postawione przed nami zadanie, wpisując we właściwym miejscu widoczną na drogowskazie nazwę wsi i zgodnie z wytycznymi wracamy na żółty szlak. 

…który szybko doprowadza nas do pierwszego zbiornika wodnego i jednego z najbardziej malowniczych miejsc na trasie  – rozlewiska Ostrownicy. Jak do tej pory nie spotkaliśmy na trasie nikogo, ani turystów, ani tubylców. Jest cicho, sielankowo, od czasu do czasu tylko zapluska w pokryte rzęsą wodzie jakiś jej mieszkaniec, przysiądzie gdzieś imponujących rozmiarów ważka. Nie idziemy na rekord, nikt nas nie goni, przysiadamy więc w tym miejscu na jakiś kwadrans, po czym zaglądamy do questowej ulotki po kolejne wskazówki: rozwiązujemy kolejne zadanie i wzbogaceni o wiedzę, że otacza nas aż 230 pomników przyrody i że żółtego  szlaku przed nami zostało jeszcze półtora kilometra – ruszamy dalej, by skręciwszy w prawo po przejściu wyznaczonego odcinka, zawitać do rezerwatów Ponty Dęby i Ponty im. Teodora Zielińskiego. W rozwiązaniu kolejnej z zagadek pomocna nam będzie – tradycyjnie – leśna tablica informacyjna.

Jeśli jesteście Państwo z natury  spostrzegawczy i przyjrzycie się bardzo uważnie zamierzonemu niżej zdjęciu…

…zauważycie, być może, że nie widać na nim żadnej sarny. Jest to spostrzeżenie trafne. Sarna była i stojąc tak tuż przy drodze, częściowo ukryta za drzewem, przez dłuszy czas pozwoliła się podziwiać, prezentując nam głównie swą płowej barwy tylną część ciała, po czym, usłyszawszy coś, gdy próbowaliśmy zrobić jej zdjęcie, spojrzała na nas i energicznym skokiem usunęła się z kadru, za nią zaś popędziło kompletnie niezauważone przez nas wcześniej młode. Cóż nam w tej sytuacji pozostało innego, niż tylko kontynuować wędrówkę, która – wedle tekstu – zaprowadzić miała nas przed oblicze pierwszego na tej trasie świętego – i to nie byle jakiego kalibru, bo samego Franciszka.

Przy Franciszku znajdujemy – oczywiście – kolejne dwie wskazówki do naszej uzupełnianki… no, niezupełnie. Jedna z nich obecna jest na pamiątkowej tablicy, drugą jednak miało być  imię sadzonki dębu, potomka – jak rozumiemy – słynnego Bartka. Sadzonkę znajdujemy, nie widzimy jednak na niej żadnej tabliczki z imieniem. A może czegoś nie zrozumieliśmy lub udało nam się coś przegapić? 

Quest mówi nam, że właśnie otaczamy bicyklem Ponty Zielińskiego – my tymczasem, bez bicykla, dochodzimy wkrótce do Żalskiego Ługu, rozlewiska rzeki Żały.  

Żalski Ług okazuje się miejscem nader pięknym…

…naszą uwagę zwracają natomiast występujące w okolicy w dużej obfitości i znakomicie utrzymane budki szczelinowe dla nietoperzy i inne przygotowane przez leśników instalacje służące mieszkańcom puszczy za schronienia. I nie – nie weszliśmy na szlak z wiedzą, że ten tajemniczy obiekt to “budka szczelinowa” – dowiedzieliśmy się tego – jakże by inaczej – z tekstu questu. 

Quest kieruje nas tymczasem do położonego nieopodal mostku, którego sąsiedztwo  zgodnie uznajemy za znakomite miejsce na zatrzymanie się na posiłek. Powierzchnia wody jest tu szczelnie pokryta rzęsą, ale za to przemieszcza się po niej całkiem sporo różnego rodzaju ptactwa.

Gdy konsumujemy nasze jajka na twardo – bez obaw, wszelkie pozostałości skrzętnie zebraliśmy, spakowaliśmy do przygotowanego uprzednio worka na śmieci i potem zabraliśmy ze sobą, co wszystkim serdecznie polecamy – i zastanawiamy się, co o tej scenie myśleć mogą przepływającej nieopodal kaczki, zaskakuje nas przelot żurawia, którego – znowu! – nie zdążyliśmy sfotografować. 

Ruszamy dalej! 

Przez cały czas zwracamy uwagę na to, jak dobrze zagospodarowana jest tu puszcza i jak dobrze oznaczone są szlaki. Trzeba by chyba albo szczerej chęci, albo dużego zaaferowania, by mieć szansę zgubienia się na tym niemałym przecież obszarze. 

Na widoczny przy drodze poczwórny drogowskaz zwracamy baczną uwagę, ponieważ tak radzi autor questa, który wspomina również, że wkrótce będziemy musieli do tego miejsca wrócić. Tymczasem – kolejna tablica, kolejne uzupełnione zadanie…i kolejny święty, tym razem nieco mniej znany, choć nie mniej ważny, św. Jan Gwalbert. Jest to patron leśników i widać, że mają go oni w wielkiej estymie, ponieważ poświęcone mu miejsce prezentuje się pięknie i jest bardzo zadbane.

Tuż obok, po przeciwnej stronie szlaku,  znajduje się największa na trasie instalacja turystyczna – parking, solidna, wiata, miejsce na ognisko i ruchome tablice informacyjne. 

Istotnie, jak stoi w wierszu: “Nadleśnictwo opowie Ci ciekawe rzeczy…” Nie trzeba chyba wspominać, że z owych ciekawych rzeczy robimy użytek, wspisując kolejne hasło naszej uzupełnianki – w której ,swoja drogą, jesteśmy już w połowie trzeciej z czterech stron, z czego wynika, że trasy zostało nam zapewne mniej niż połowa, a jako, że jest ona pętlą, będziemy teraz już prawdopodobnie powoli zawracać, zbliżając się z powrotem do punktu wyjścia. 

I faktycznie: quest poleca nam wrócić do drogowskazu, a następnie udać się na południe. Cieszy mnie to sformułowanie, bo choć teoretycznie sensowny kierunek i tak jest jest w tym momencie jeden, to okazja wykorzystania dyndającego na szyi kompasu do czegoś więcej, niż roli rekwizytu niedzielnego turysty jest dość satysfakcjonująca. Kierunek się zgadza, można iść!

Bardzo niedaleko znajduje się kolejne miejsca postojowo-rekreacyjne z nieodłączną wkładką informacyjną w postaci kolejnych tablic, tym razem poświęconych leśnej gospodarce wodnej oraz najzdolniejszym leśnym inżynierom, czyli bobrom. Bobrów co prawda nie zobaczymy, trafi się nam za to widok na kolejny – ostatni już na trasie – rozległy zbiornik wodny.

Przy okazji: ważna i potrzebną strofą wydaje się ta, którą przytoczymy w całości: “Jedź ostrożnie, bo w puszczy żyją duże ssaki / Są jelenie i łosie, dziki i piżmaki/ Z gadów siedem gatunków, a w tym żółwie błotne/ Także węże, padalec i jaszczurki psotne.”  Żółwi błotnych ani łosi co prawda nie świadczyliśmy, trafił nam się jednak piękny okaz padalca, któremu pomogliśmy przejść przez drogę:

…oraz zaskroniec, który nie miał niestety dość szczęścia, by uniknąć kół przejeżdżających pojazdów. Smutna ilustracja tego, że niestety, rachunek za interakcje między człowiekiem a dzika przyrodą płaci ostatecznie zawsze ta ostatnia. Mądra gospodarka leśna, właściwa infrastruktura i działania na rzecz ochrony przyrody mogą ten bilans polepszyć, nie ma jednak sposobu, by całkowicie uniknąć sytuacji, gdy odwiedzający las zabijają zwierzęta, w tym chronione, stąd apel: uważajmy. Szanujmy las, wybierzmy najbardziej przyjazny środek transportu, zmniejszymy prędkość, patrzmy pod koła i pod nogi. 

My tymczasem – patrząc pod nogi – przemieszczamy się dalej i wkrótce naszym oczom ukazuje się Bartny Kąt i chyba najbardziej niecodzienny obiekt na trasie, czyli sławny pomnik pszczoły, gdzie ledwie 2 dni przed nasza wycieczką turyści świętowali V Pionkowski Dzień Pszczoły. Dość ekstrawagancka w formie i imponująca gabarytem rzeźba naprawdę robi wrażenie!

A dalej? Ze świadomością, że już niestety powoli wracamy, wkraczamy na teren ostatniego z rezerwatów na trasie – przed nami i wokół nas Załamanek! Tutaj niestety, na chwilę przed końcem trasy, następuje nasza jedyna poważniejsza gafa – mimo klarownych instrukcji po przejściu przez szosę nie trafiamy chyba we właściwą ścieżkę, która miała doprowadzić nas już prosto do Pionek, bo idziemy nią dziwnie długo, a na koniec wychodzimy wprawdzie wprost na opisany w wierszu krzyż i początek ulicy Leśnej, ale idąc do niej prostopadle, zamiast równolegle. Wstydliwy ten epizod moglibyśmy pominąć, ale nie byłoby to fair wobec czytelników tej relacji 🙂

Tak czy inaczej wędrówka Leśną – a ulica to sympatyczna i malownicza, najlepszy chyba wybór, jeśli chodzi o płynne przejście z lasu do centrum Pionek – jest przedostatnim etapem wyprawy. 

Wkrótce mijamy po przeciwnej stronie ulicy punkt startowy, bo meta – i skarb! – znajdują się nieco dalej, przy cmentarzu – ale na ten temat zachowamy stosowną dyskrecję.

Czy polecamy quest szlakami czterech rezerwatów? Zdecydowanie. Chylimy czoła przed jego autorami, Anną  i Adamem Jarzębskim i Krzysztofem Florysem, bo mamy do czynienia  z opracowaniem nowoczesnym, przemyślanym i świetnie przygotowanym. Po drodze niejednokrotnie nasuwa nam się refleksja: ileż to razy korzystaliśmy z najnowocześniejszych patentów, aplikacji, map Google i innych… gdzie żaden z tych produktów nie poprowadził nas do celu tak klarownie i przyjemnie, jak wierszowana historia  zawarta w tym queście. Czapki z głów. A potem plecak na plecy, mapy do mapnika, buty na nogi… do zobaczenia na szlaku!

Wraz z tajemniczą towarzyszką zwiedzał, podziwiał i relację spisał

Alko 

P.S W wariancie pieszym przejście trasy zajęło nam około 5.5 godziny, z uwzględnieniem przerw na robienie zdjęć, posiłki i zachwyty 🙂 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *